Turbokolor na mym płótnie

paintings-314674_640Kilka miesięcy temu dostałam pierwszą premię pracownika miesiąca. Musiałam wydać je na coś tylko dla siebie. Co by tu sobie kupić, myślałam. Co by to mogło być? Zdecydowałam się rzutem na taśmę: płótna, sztaluga i farby. Wybór okazał być się najtrafniejszym wyborem jaki mogłabym sobie wymarzyć. Dorwałam się do malowania od razu po rozłożeniu nowo nabytych sprzętów. Zaczęłam mieszać kolory, ach co mi wyszedł za turbokolor! A na płótnie? Musielibyście to widzieć! Turbokolor na potęgę. Namalowałam niebo, potem trawę. Namalowałam huśtawkę i kobietę na huśtawce, z nostalgią zamyślającą się i smutną. Na obrazie trwała końcówka lata. W koszu czerwieniły się oberwane jabłka, a w tle można zauważyć ostatnie kolorowe pola wrzosu i gorczycy. Nie namalowałam tego wszystkie naraz. Praca rozłożyła się na kilka etapów, w końcu farby mają swój czas schnięcia. Może nie wyszło mi żadne arcydzieło. Obraz jest zupełnie przeciętny i amatorski, a jednak jest w nim wiele symboliki, którą dostrzegam i potrafię opisać. Nie wiem czy wszyscy wychwyciliby te symbole, małe drobne elementy układanki, która nazywa się alfabetem kultury, a może duszą? Kiedy skończyłam, byłam autentycznie szczęśliwa. Zanim zabrałam się do kolejnego obrazu musiało minąć trochę czasu. Musiałam nasiąknąć tym, co chciałam przekazać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz